„Czym jest ziemia?”, czyli…

… historia o tym, jak przestałam lubić wycieczki zorganizowane

(a może o tym, jak to nigdy ich nie lubiłam?).

IMG_20180224_105244Od razu uprzedzam… Odpowiedź na tytułowe pytanie pojawi się w tekście, więc w międzyczasie również możecie się zastanowić nad tym, jak ta odpowiedź powinna brzmieć. 😀

Wiecie… Długo zbierałam się do napisania nowego posta, co pewnie już zauważyliście, bo dawno mnie nie było, a i nawet jako taka moja „działalność” instagramowa, która wcześniej jeszcze hulała najczęściej… To nawet i ona ucichła. Nie mam na to wytłumaczenia. Tak wyszło. Wystarczył jednak jeden dzień… Jedna wycieczka… Żeby zostawić wszystko (nawet spanie, bo tak, tak… chodzę spać z kurami), by znowu do was wrócić.

O wycieczce do Wrocławia śniło mi się już od dawna (czasami nawet do tego stopnia, że przez moment zastanawiałam się, czy by przypadkiem nie wybrać się tam na studia podyplomowe.. kierunek przemilczmy). Więc kiedy natrafiła się ku temu okazja, stwierdziłam, że czemu nie. Jadę… 😀 Wiedzona wcześniejszymi doświadczeniami.. czyli wycieczkami zorganizowanymi bądź co bądź przez moją parafię (od wycieczek w góry do tych stricte.. „religijnych”), obawiałam się, że może nie będzie jakoś super, ale nie ukrywam… Program wydawał się interesujący (niezbyt modlitewny, co było w tym najlepsze, a typowo turystyczny). Mimo to… Pozwolił mi podsumować moje dotychczasowe podróżowanie.. I kto by pomyślał, że wystarczy jeden dzień, żeby podsumować tyle życiowego doświadczenia. 😀

No i w zasadzie mimo tego, że myślałam sobie, że program wycieczki jest super, to skończyło się, jedynie na stwierdzeniu.. „myślałam”. Głowicie się i zastanawiacie zapewne, co mnie do tego skłoniło. Toż w wycieczkach z innymi ludźmi jest fajne to, że a) są zorganizowane i nie musisz się o nic martwić, b) zobaczysz nowe miejsca (ewentualnie stare to zależy), a i czegoś nowego się o tych miejscach dowiesz c) ewentualnie poznasz nowych ludzi bądź porozmawiasz z tymi „starymi” ziomeczkami. No może…

 

Nie odbieram takim wycieczkom wyżej wymienionych.. zalet. Często faktycznie są.. niezwykle obfite w miejsca, informacje i ludzi. I to jest faktycznie super, kiedy możesz chociażby od tego przewodnika dowiedzieć się wielu informacji, o których nie chciałoby ci się czytać w internecie albo zobaczyć miejsca, o których nie masz pojęcia. A i poznawanie nowych ludzi ma swoje zalety… Nawet dla takiego introwertyka jak ja (autorekleklama: Wyznania introwertyczki), który od czasu do czasu przestaje być introwertykiem (Gdynia – Ironman – Gdańsk), nie zawsze skutecznie. 😀 Mimo to… Wycieczkom zorganizowanym (może jeszcze trafię kiedyś na jakąś super, hiper, mega genialną wycieczkę, która nie spowoduje, że będę mieć ochotę zabić wszystkich jej uczestników) mówię stanowcze… raczej nie.

  IMG_20180224_154236                                                IMG_20180224_164852

 

 

 

 

 

 

Ale ja dalej nie opowiedziałam, dlaczego przestałam lubić wycieczki zorganizowane. Może to kwestia tego, jak jest ona zorganizowana. Być może oglądanie przez cztery godziny rybek, rekinów, płaszczek, hipopotamów (swoją drogą podzielam facepalm jednego z hipopotamów, który miał ewidentnie dość tej „imprezy”), słoni morskich, meduz, kóz, koni, nosorożców i niezbyt przyjemnie pachnących małp może być fajne, ale nie jak się ma na to jeden dzień i jeszcze miasto do zwiedzenia. No co kto lubi. Fakt faktem fajnie było odwiedzić afrykarium, ale… z natury nie przepadam za tak ogromnymi zbiornikami wodnymi (bo prysznic to jednak nie ten rodzaj zbiornika wodnego, który mam na myśli, zatem jest on jedynym akceptowalnym przeze mnie „zbiornikiem”). No i ten moment, kiedy twoim (nawet nie twoim… a zrobionym przez ciebie) zdjęciem, jest zdjęcie kozy ;/

IMG_20180224_124429

 

 

 

 

 

IMG_20180224_130326

 

 

 

 

 

 

Kolejny aspekt, który zniechęcił mnie do takich wycieczek… To ludzie. Może to jeszcze pozostałości po moim introwertyzmie albo przechodzonego właśnie okresu (wiem, nie chcecie o tym czytać, ale no… Sytuacja tego ode mnie wymaga, dziewczyny zrozumieją, jak doczytają dalszą część zdania), kiedy człowiek chodzi cały dzień na pełnej petardzie i miałby ochotę zabić wszystko co się rusza (albo oddycha, zależy). Albo kiedy człowieka bolą zęby.. od zębów głowa i tym bardziej ma ochotę wybuchać. Albo to po prostu kwestia ludzi. 😀

Kiedy ten idzie za wolno, tamten za szybko. Kiedy czujesz jego oddech na karku (albo „skrobiesz mu marchewki”), albo nadaje takie tempo, że reszta z językiem na bruku, biedna, zmachana próbuje go dogonić. Temu nie odpowiatenorda jedno, innemu drugie, a kolejnemu jeszcze coś innego. Ten by poszedł w kolejne miejsce, ten by jeszcze został. Ten by poszedł w lewo, tamten w prawo. Tego nie obchodzi, co ma do powiedzenia przewodnik (uwaga wchodzi tytułowy suchar pana przewodnika: czym jest ziemia? Kulą… u nogi. Ba dum tsss), inny dopytuje, drąży, boruje dziurę w brzuchu biednego przewodnika. Temu za ciepło, temu za zimno, ten chce wracać, ten by został. Ten nie kupił pamiątek, ten nie zrobił zdjęć (to akurat o mnie, więc no.. nikt nie jest idealny. :D). Więc no… Nie mówię, żeby jeździć od razu samemu… Już bym tu zaraz znalazła miliony powodów anty. Ale wpis nie o tym. 😀 Więc albo ja jestem przewrażliwiona… Albo nazbyt introwertyczna (nie posuwałabym się do wysnuwania wniosku, że nie lubię ludzi, to byłaby lekka przesada), ale chyba jednak wolę jeździć z małą grupą… Dobrze znanych mi osób, w towarzystwie których czuję się dobrze. I nie muszę wiecznie patrzeć pod nogi w obawie, że zaatakuje mnie mały, wrocławski krasnoludek. One serio są takie lilipucie?! 😀 Niby urocze (mega słodziaszne wręcz bym powiedziała.. Miałam ochotę wykręcić z jednego  i zabrać ze sobą), ale sądziłam, że są jakichś sensownych rozmiarów, a nie tak malusich, że na jednym prawie bym się wywaliła.

I mimo całej sympatii do pana przewodnika (i jego wiedzy.. i sucharów, po których nie ukrywam, śmieszkowałam i to był chyba jeden z niewielu takich momentów), stwierdzam, że niecałe dwie godziny na zwiedzanie miasta to stanowczo nie dla mnie. Jak już gdzieś jadę… To zwiedzam, a nie oglądam rybki przez 4 godziny. 😀 No wyjątkiem był wczorajszy dzień. Dwa razy podobnych błędów się nie popełnia. 😀

A Wy lubicie wycieczki zorganizowane? Czy wolicie podróżować sami? Czy ze znajomymi? 😀 Czy… inaczej? 😀 Chwalcie się! 😀

Reklamy

3 Comments

  1. Mnie jest trudno wytrzymać na wycieczkach zorganizowanych właśnie z tych powodów, które wymieniłaś. Nawet w kilkuosobowej grupie czuję się ograniczona. Dwa tygodnie temu kupiłam bilety i za kilka dni poleciałam w samotną podróż do Wietnamu. Było ekstra :). Niezależność i swoboda smakują pysznie.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s