„Żegnaj, wyprowadź się z mych snów…”

55 (słownie pięćdziesiąt pięć) minut i zaczynający sobie podśpiewywać  teksty piosenek (aktualnie daj mi tę nooooc) z sylwestrowych nocy ze wszystkich możliwych stacji telewizyjnych mózg, to idealny moment na podsumowanie ubiegłego roku. W zasadzie nigdy tego nie praktykowałam w swojej blogowej (ani poza blogowej) rzeczywistości (może po prostu nie było czego wspominać), ale pomyślałam sobie, że skoro i tak moją jedyną rozrywką jest oglądanie zbyt przesadnie rozebranej Marylki, to czemu by czegoś tam nie powspominać. Nie żeby w tym roku cokolwiek się zmieniło się na coś godnego wspominania, ale mimo wszystko uważam, że było w tym roku całkiem spoko.

Tak siedząc, słuchając jakichś szalonych ludzi bez zegarków, strzelających mi petardami za oknem i zastanawiając się (wcale nie nad tym, że najchętniej wysadziłabym ich w kosmos z tymi petardami.. heloł do północy jeszcze całe 46 minut :/ bądźmy poważni, chcę mieć co oglądać przez 5 minut przed położeniem się spać i zakończeniem tego porywającego dnia ze śpiewającym mi za uchem Thomasem Andersem) od czego by tu zacząć.

MKS Będzin - PGE Skra Bełchatów RELACJANic tak nie cieszy, jak wspomnienia z posta pisanego rok temu z meczu siatkówki z udziałem mojej ulubionej drużyny PGE Skry Bełchatów. Aż obejrzałam sobie znowu zdjęcia z tamtego meczu, bo dacie wiarę, że ten rok to najbardziej żałosny rok z „moim udziałem” w meczach siatkówki? Nie pamiętam co prawda co działo się na początku roku (pomyśleć, że przeżyłam zaledwie 25 lat i już mam problemy z pamięcią?!), ale śmiem twierdzić, że nie byłam na meczu ani wtedy ani w obecnym sezonie również (anyway… co moje oczy widzą, stare linki na zdjęciach… niewiarygodne, mimo to zdjęcia są moooooje i nie oddam, zwłaszcza z takimi siatkarzami na nich! :D). Dzisiaj jednak jest kolejny sylwester, a ja z bólem serca stwierdzam, że jedyne co mi pozostało z tego siatkarskiego roku to zdjęcia z sezonu… roku jeszcze wcześniejszego. Co z moją miłością do siatkówki poszło nie tak?!).

W zasadzie podobne pytania zadaję sobie cały czas.. Co w tym roku poszło nie tak, że wyglądał, tak jak wyglądał, a nie tak jakbym ja tego chciała?

No bo przecież skończyłam studia. Stałam się poważną panią magister (i teraz wchodzi IMG_20170707_113400kpiący tekst Sheldona Coopera >DO ODSŁUCHANIA (KONIECZNIE) TUTAJ<), więc można by powiedzieć, że tak samo poważnie się czuję (ponownie odsyłam do linku powyżej). Wcale się nie czuję mega, super, hiper dojrzałą (zwłaszcza emocjonalnie), a nawet wręcz przeciwnie. Czuję się zagubionym raczkującym szczurkiem w korpo świecie i jest mi z tym strasznie, choć nie jakoś znowu przesadnie. Szczególnie, że teraz w „dorosłym życiu” wciąż wracam myślami, jak to mi bardzo fajnie było na studiach: „My Słowianie wiemy jak…”. No bo przecież było mi tak bardzo super fajnie. I lekko. Zero stresów, deadliny jakieś takie mniej przerażające niż teraz w pracy i w ogóle kawa z automatu rulezzzz (ah te gimnazjalne powiedzonka).

W międzyczasie, zanim jeszcze pochłonął mnie korporacyjny świat (a przed tym jego usilne poszukiwanie, no bo zarabiać przecież trzeba), pojechałam na szybkie wakacje i jak zwykle czegoś się nauczyłam: Ahoj przygodo! Czyli czego nauczyły mnie góry? . No nauczyły mnie tego, że góry jednak nie lubią mnie, ja lubię je tylko oglądać na zdjęciach, a mimo to jednak je odwiedzam. No ale nauczyły mnie też, że ludzie są fajni, tylko musimy im dać szansę i… do nich mówić. Bo jak się do nich nie mówi, to im się wydaje, że mamy ich gdzieś i w ogóle ich nie znosimy, a w tym konkretnym przypadku tak nie było, bo miałam okazję się przekonać, że ludzie są naprawdę fajni.

 

 

Tą właśnie zasadą (coby było jaśniej.. mam na myśli tę zasadę o mówieniu o ludzi) kierowałam się podczas wolontariatu w triathlonie w GdyniGdynia – Ironman – Gdańsk, w którym brałam udział (nie, nie biegałam, nie pływałam, nie jeździłam na rowerze – w żadnej kolejności), ale byłam super, hiper pomocną wolontariuszką (ktoś chce posłuchać Sheldona jeszcze raz? To jest odpowiedni moment, odsyłam do linku IMG_20170805_084947kilka linijek wyżej). Ale wiecie co? Taka reguła naprawdę działa. Ja nauczyłam się, że ludzie jednak nie gryzą ani cię nie nienawidzą, jeśli do nich mówisz, a wręcz przeciwnie (są czasem nawet zbyt wylewni… także po wyjeździe mogłabym startować na medycynę, bo wiem jak wygląda przekłucie po zastrzyku.. Ale co się wydarzyło w Gdyni na pamiętnej sali gimnastycznej, niech lepiej tam zostanie :D). Mogę powiedzieć, że naprawdę otworzyłam się tam na ludzi i już nie zachowuję się jak szara myszka, a względnie mam zawsze coś do powiedzenia (może lepiej byłoby czasami milczeć?). Ale za to Maciej Dowbor mnie tak nie peszył. Zawsze to jakieś pocieszenie. To był naprawdę bardzo fajny czas i nawet jakoś Thomas Anders mi nie przeszkadzał w podrygiwaniu nóżką.

BTW. Zmieniłam zdanie.. Wolę porozbieraną Marylkę niż Luisa Fonsi z jego Deeeee-spa-cito, przez którego boję się nawet otwierać lodówkę w obawie, że szynka i musztarda zaczną mi śpiewać Deeee-spa-cito… Siedem minut do północy nie brzmi dumnie, zwłaszcza, że za 12 minut planowałam iść spać, ale moja chęć do opowiedzenia Wam o moim roku jednak była silniejsza. Zanim opowiem o mojej pracy i innych miłych aspektach roku idę męczyć swoje oczy i uszy Luisem Fonsi i Rafałem Brzozowskim. I petardami (choć za 6 minut dopiero powinnam je usłyszeć).

Nie ma sensu odliczać Wam teraz minut do północy, bo jest już po północy.. Fajerwerki pooglądane, to mogę pisać dla Was dalej. Podśpiewując sobie hit Sławomira o tym, jak to polewa się szampanem w Zakopanem (ależ marnotrawstwo, lepiej go pić przecież!) wpadłam w pewnego rodzaju nostalgię nad tym, co przed nami. I nad tym, co przyniósł mi poprzedni rok, który skromnie i w ciszy, bez aplauzu i owacji na stojąco odszedł 20 minut temu.

No bo fakt faktem rok ten pokazał mi, że mam najfantastyczniejszych przyjaciół (a właściwie przyjaciółki w znacznej mierze), których nie oddałabym i nie zamieniłabym na żadne inne.

 

I żodyn mi nie powie, że moje psiółki (brzmi dziwnie) nie są fantastyczne! Chyba że zaraz same mnie wyprowadzą z błędu, jak poczują ten blogowy fejm. 😀 I wyprowadzi mnie z błędu jakoś tych zdjęć, jak je widzę tu w pościku. Strach patrzeć, oj strach. 😀

To jest ten aspekt, za który mogę z czystym sumieniem dziękować staremu (od 31 minut) rokowi. Co prawda psiółki nie stały się nimi w przeciągu ostatniego roku, ale dopiero to podsumowanie pokazało mi, jak są one ważne w moim życiu, mimo że nasze drogi aż tak często już się nie „krzyżują” tym bardziej dostrzegam ten ogromny plus, że one w nim są. No i mogę dziękować za to, że internety również postawiły na mojej drodze ludzi, którzy pewnie prędzej czy później i tak na niej stanęli, ale fajnie, że mogę żegnać stary rok z myślą, że są. Nawet jeśli na drugim końcu Polski (cześć Asia), prawie na drugim końcu Polski i końcu świata, ale z nadzieją na wspólne jedzenie pizzy (if you know what i mean Ewa, to nic, że mijałyśmy się w salach wykładowych, wtedy jeszcze nie byłam tak wygadana i w ogóle kul) czy w ogóle w innym kraju i to nie byle jakim, bo we Włoszech. 😀

Zanim przejdę do aspektu mniej podniosłego… a zatem do narzekania, nie sposób nie wspomnieć o pracy. Pierwszej w życiu. Cóż mogę powiedzieć. Miałam kryzys (zwłaszcza osobowościowy haha), ale teraz mogę stwierdzić, że chociaż ludzie są naprawdę super! I też bym ich nie zamieniła na innych, bo też są super. A resztę jakoś się ogarnie.

No i nadeszła wiekopomna (dla niektórych wielkopomna, ale nie komentujmy) chwila i moment na narzekanie. Mogę z (nie)spokojem stwierdzić, że nie schudłam tyle, ile chciałam, a terminami roku w moim przypadku są: insulinooporność, glukoza i wysoki indeks glikemiczny.. Ah… czy nie brzmi to zasmucająco? A brak słodyczy i miodu brzmi gorzej? Nie sposób znowu nie wysłuchać „ohhhhhh really” Sheldona, czyż nie? No cóż, no cóż, no cóż. Bądźmy przez chwilę poważni.

fireworks-1880045_1280
Najchętniej nie wyprowadzałabym Was z błędu, ale nie, nie są to moje fajerwerki. Ani zdjęcie. No bo gdzie takie cuda? W Sosnowcu, na moim osiedlu? Prawie, ale nie.

Miałam być już poważna. Nie mogę powiedzieć, że poprzedni rok (ale to brzmi, jakby to było wieku temu, a nie minęła jeszcze nawet godzina) był jakoś ewidentnie udany. Zmieniło się w moim życiu wiele, zakończyłam pewien etap i wkroczyłam w życie dorosłego człowieka (ohhhh really? x1000), więc można uznać, że coś tam się zadziało. Ale nie mogę powiedzieć, że były to zmiany wow. Były to zmiany konieczne i nieuniknione.

Idąc zatem tropem słów piosenki ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy, życzę Wam (ale i w znacznej mierze sobie, no bo jak na razie wieje nudą i nawet Sławomir jakoś nie potrafił mnie rozweselić) tego, by rok 2018 był petardą (lepszą niż te, którymi męczono mnie przez cały dzień). Żebyśmy (żebym :D) wykorzystali każdą jego minutę, jak najlepiej potrafimy. Żebyśmy za rok znowu nie narzekali, że jedyne co nas spotkało to insulinooporność (life sucks anyway). Żebyśmy spełniali marzenia, żebyśmy mieli ku temu możliwości i środki (albo sami sobie pomagali zarówno w spełnianiu marzeń, jak i zdobywaniu środków na nie). Żebyśmy nie narzekali, bo życie jest piękne, nawet jeśli trochę wieje nudą. I mówmy do ludzi, bo ludzie są super. I bądźmy dobrzy, bo karma wraca. I uśmiechajmy się, bo uśmiech też wraca. I znajdźmy mi partnera na wesele haha. Ktoś, coś?

Mam nadzieję, że będziemy się częściej w blogosferze spotykać, bo ja mam zamiar czerpać w przyszłym roku z życia garściami (także w blogoświecie) i bynajmniej nie są postanowienia noworoczne ani żadne tam obiecanki cacanki, ale totalne must have i to co planuję robić. Nie chcę żeby w kolejnym roku i kolejnym podsumowaniu noworocznym znowu wiało narzekaniem i moją bezradnością. (Zwłaszcza z powodu braku chłopaka, ale to pomińmy).   Nie chcę, żeby kolejne dni uciekały mi przez palce, a będą uciekać, jeśli nie zrobię niczego fajnego ze swoim życiem.

Reklamy

7 Comments

  1. Przynajmniej mówiłyśmy sobie „cześć” xD Mam takie postanowienie na nowy rok, że będę jeść tę pizzę przy każdej okazji. Znaczy nie przy każdej, bo to by oznaczało stołowanie się tam przez cały pobyt w Kato, ale no, MAM CEL 😀 2017 był rokiem zdecydowanie kapryśnym, i dobrym (bardzo!), i złym (też dość konkretnie). Mam nadzieję, że 2018 będzie bardziej przekonany do bycia pozytywnym i tego też Tobie życzę – żeby nowy rok był przychylny. Zdrowia i szczęścia, miłości, spełnienia marzeń. Będzie dobrze! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Kobieto, Twój tok myślenia i poczucie humoru totalnie mnie rozbrajają!
    Jeśli można po 1 wpisie kogoś kupić- to Tobie się udało :D.
    I oby się spełniło wszystko to czego nam i sobie życzysz.
    ps. Despacito dostał 450 tysi za piosenkę z playbacku?! Kurski dał ciała/czy też dupy 😀

    Polubione przez 1 osoba

  3. Podsumowania pomagają właśnie w dostrzeganiu tego, co dobre, choćby tego, że masz koło siebie świetne przyjaciółki, otwierasz się na ludzi itd. zachęcam do spisania 13 rzeczy, które udały Ci się w tym roku, tzn. w 2017. Szukaj, a znajdziesz i od razu poczujesz się zajebista!

    Polubienie

  4. Prawidłowo wykorzystałaś sylwestrowy czas 😉 Niestety, po zakończeniu studiów uczucie zagubienia szybko nie mija i choć ja np. cieszyłam się, że już będę się uczyć tylko wtedy, gdy sama się na to zdecyduje, to jednak brakuje mi tego czasu spędzonego na błogiej beztrosce i myśleniu o tym, jak wiele się zrobi, kiedy się już studia skończy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s