„I że Cię nie opuszczę aż do śmierci…”

„(..) czy można znaleźć sens w śmierci kogoś (…) młodego. (…) Pierwsza odpowiedź wydaje się być oczywista: to nie ma absolutnego sensu.”

candle-2905395_1280To nie będzie typowy post. I to nie będzie typowa recenzja książki. Nie jestem dobra w pisaniu recenzji, a książek biograficznych raczej unikam, bo nawet teraz czułam się trochę tak, jakbym znowu miała uczyć się historii… Dat i faktów z czyjegoś życia. Mimo że pojawia się w niej również moje miasto rodzinne i tak chwilami czytało się ją dość ciężko. Między innymi również na wspomnienia, które ona wywołała. To nie będzie też do końca osobisty post, choć w zasadzie do pewnego stopnia może i będzie. Nawiązuje bowiem do postaci, która… ukształtowała (być może to zbyt górnolotne stwierdzenie w moim przypadku, ale jedyne, które przychodzi mi do głowy) moje życie.. Dzięki tej właśnie osobie (wiem, trzymam to w tajemnicy, ale zaraz Wam wszystko wyjaśnię) w moim życiu pojawiła się pasja, która trwa do dziś (może już nie w takiej formie, jak miało to miejsce te kilkanaście lat temu, ale zawsze).

Pomysł na posta (jak już być może niektórzy z Was wiedzą z mojego blogowego instagrama) pojawił się w oparciu o biografię Arkadiusza Gołasia, którą zakupiłam kilka dni wcześniej.. Co więcej zdążyłam ją już przeczytać, zatem.. W końcu dla Was piszę.

Na początku wyjaśnienie dla tych, którzy o osobie Arka Gołasia jeszcze nie słyszeli i IMG_20171118_151932pewnie zastanawiają się, o co mi właściwie chodzi z tym ukształtowaniem przez niego mojego życia i wypełnienia go pasją, jaką jest siatkówka. Arek jest siatkarzem (choć właściwie powinnam napisać „był”), którego osoba przyciągnęła mnie do oglądania tego sportu te kilkanaście lat temu. Dzięki niemu moja miłość do siatki trwa do dziś. Był pierwszym siatkarzem, który stał się moim idolem.. Mimo że nie grałam w siatkówkę i nie gram do dziś, dalej tym idolem jest. Trochę wcześniej napisałam, że powinnam użyć czasu przeszłego w zdaniu, że Arek jest siatkarzem. Był nim, ponieważ zginął w tragicznym wypadku jadąc po spełnianie swych marzeń we włoskiej lidze. Zastanawiacie się zatem czemu o nim piszę… To bardzo dobre pytanie, sama się nad nim teraz zastanawiam. Ostatecznie Arek nie był nikim dla mnie bliskim… Nigdy nawet nie widziałam na żywo. Czy aby jednak my, kibice siatkówki, naprawdę nie znamy Arka i nie mamy prawa tęsknić… za jego osobą i grą?

„Takich ludzi nie zapomina się nigdy!”  Piotr Gruszka

Śmierć… Jedyny etap naszej egzystencji (czyżby zawiało patosem?), którego możemy być w naszym życiu pewni… Pewni, że w końcu trafi również na nas bądź na kogoś z naszych bliskich. Każdą śmierć przeżywamy inaczej, w zależności od tego, jak bardzo bliska była dla nas ta osoba, która odeszła. Wiadomym jest, że odejście kogoś ważnego dla nas sprawia nam ból. Im mniej relacji nas z daną osobą łączy, tym te uczucia stają się łagodniejsze.

Dlaczego zatem na myśl o śmierci Arka po tych ponad dwunastu latach ogarnia mnie (i innych kibiców siatkówki zapewne też) smutek? Smutek pojawiający się mimo tego, że nie miałam okazji nawet zrobić sobie z nim zrobić zdjęcia, wziąć autografu ani zobaczyć jego gry na żywo. Nawet jego „sylwetka” i sposób gry, tylko ten oglądany na ekranie, już ulatnia mi się z pamięci?

„(…) Arek nie żyje. (…) To były słowa trudne do zaakceptowania. (…) Przez długi czas miałem wrażenie, że to nie stało się naprawdę!” Łukasz Żygadło.

Mimo że, tak już napisałam, ból kibica nie może się równać z bólem rodziny po stracie ich bliskiego – Arka jest nieporównywalny, to jednak wciąż pamiętam ten dzień w którym o śmierci idola się dowiedziałam. Te 12 lat temu, kiedy zginął Arek, byłam zaledwie trzynastoletnią gówniarą, która poza grą patrzyła również na wygląd siatkarzy (tak pół żartem, pół serio oczywiście). Oczy zaszkliły się delikatnie od łez (choć żadna nie popłynęła), a od tego dnia moja miłość siatkówki miała z jednej strony nabrać tempa, ale z drugiej strony już nigdy miała nie być taka sama. Miała być już taka pusta.. Niepełna. Mimo że wtedy to był dopiero początek mojej przygody z tym sportem (podkreślając, że nigdy w siatkówkę nie grałam – poza nieszczęsną grą na wfie albo już bardziej dla przyjemności ze znajomymi – a jedynie miałam okazję przyglądać się jej w telewizji bądź podczas nielicznych meczy na żywo) to przestałam ją oglądać. Nie mogłam. Zwłaszcza z myślą, że gry Arka nie mogłam już wtedy nigdy zobaczyć ani w telewizji na żywo. Że nie było mi dane zobaczyć jego talentu nigdy więcej.

W dalszym ciągu zastanawiacie się zapewne po co o tym piszę. Dlaczego nie piszę o stracie kogoś naprawdę mi bliskiego. I w ogóle skąd taki tytuł. Rozmyślanie o stracie kogoś dla mnie bliskiego.. tych właściwie wszystkich bliskich mi osób, które kiedyś odeszły… Z pewnością jest stratą, o której nie pisze się na blogu, tylko ją przeżywa. Arek natomiast bądź co bądź był osobą publiczną. I wbrew pozorom, co już napisałam, dla mnie w jakimś stopniu ważnym właśnie ze względu na fakt, że od oglądania jego gry na boisku zaczęła się moja przygoda z siatkówką. Tylko tyle i aż tyle. A tytuł? Niejednokrotnie w książce o Arku podkreślano, że mimo iż odszedł kilkanaście lat temu… To nie da się o nim tak po prostu zapomnieć. I że z pewnością nie opuścił boiska, mimo że już nigdy na nim nie zagra.

Cóż więcej można napisać.. Chyba nic.

A książkę przeczytać warto. Mimo że wspomnienia wynikające z jej czytania znowu wywołują smutek to naprawdę dobrym pomysłem jest przeczytanie jej. Zwłaszcza przez kibiców siatkówki, którzy znali i podziwiali Arka tylko na boisku. To trochę tak, jakbyśmy dzięki tej książce mogli poznać Arka, co nigdy nie będzie nam dane.

Reklamy

8 Comments

  1. Nie lubię tego typu pozycji bo zawsze bardzo się wzruszam i obciążają mnie one. Gdybyśmy rozmawiali o postaci fikcyjnej to inna historia, a tak, to ja podziękuję, chociaż wierzę że jesli ją polecasz to musi byc dobra

    Polubienie

  2. Lektura tej książki jeszcze przede mną. Jestem jej ciekawa, zwłaszcza że ostatnio pochłonęłam autobiografie Kadziewicza i Zagumnego. Ja nie zdążyłam oglądać występów Arka, bo z siatkówką lepiej poznałam się w połowie 2006 roku (pomyśleć, że wybrałam kibicowanie siatkówce chwilę przed najlepszym momentem dla polskiej siatkówki!), ale kibicowanie sportowcom towarzyszy mi, od kiedy pamiętam. Informacja o śmierci Arka utknęła mi jakoś w pamięci – jakbym wiedziała, że ta dyscyplina, a więc i jej zawodnicy już niedługo będą mi bliżsi niż nawet skoczkowie (wtedy chyba skoki były u mnie na 1. miejscu)…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s