Ahoj przygodo! Czyli czego nauczyły mnie góry?

„Nigdy nie jesteś pogromcą góry. Góry nie mogą być pokonane – pokonujesz twoje własne nadzieje, obawy, słabości.”

DSC02281Od mojej wyprawy minął już tydzień, więc to odpowiedni czas na napisanie nowego posta (w końcu). Nie będzie to jednak post typowo „podróżniczy”. No może tylko w pewnym sensie. Chciałabym się skupić przede wszystkim na tym, czego mnie ta wyprawa nauczyła. A jako że była to wycieczka w góry, to muszę przyznać, że nauczyłam się całkiem sporo, a wiedzy nie wystarczy na jeden post… Także już teraz zapraszam na dalsze części.

A zatem pierwsza lekcja… Nie do końca związana z tym, o czym chciałabym pisać w dalszej części posta: Nie chodź w góry, jeśli masz świadomość, że nie za bardzo za sobą wzajemnie z górami przepadacie! Nawet jeśli wydaje Ci się (z naciskiem na wydaje), że Twoja kondycja odrobinę się poprawiła od czasu ostatniej górskiej wyprawy, na której byłeś/byłaś. No chyba, że Twoja kondycja poprawiła się naprawdę albo po prostu uwielbiasz góry i zdobycie Tarnicy nie jest dla Ciebie problemem. Ta lekcja nijak się ma do mojej „anty-górskiej” kondycji, której tylko WYDAWAŁO SIĘ, że po tylu godzinach ćwiczeń i hektolitrach potu wylanego na treningach, jest genialna. Mimo to moja „miłość” do gór (to nie tak, że nie lubię gór.. oczywiście, że lubię, bo jak tu nie lubić takich widoków, jak na zdjęciu poniżej?!) nauczyła mnie bardzo dużo.

DSC02261

Zatem do sedna. Na początku wartym podkreślenia jest fakt, że na wycieczkę udałam się wraz z większą liczbą osób, z których znałam… jedną dobrze, a drugą tylko odrobinę. Po co o tym mówię? Bo to istotny fakt dla dalszej części posta. Jak już zaznaczyłam na wstępie.. Wycieczki górskie nie są moją mocną stroną, co podkreślałam zawsze. Dawno temu nawet napisałam na ten temat innego posta, jednak przez moje blogowe zawirowania.. Post zaginął raczej bezpowrotnie. Tamta wyprawa „nauczyła” mnie jednak samych złych rzeczy. A właściwie ludzie, którzy w tej podróży również uczestniczyli, nauczyli mnie, że niestety… Często jesteśmy zapatrzonymi w siebie i myślącymi tylko o sobie w gonitwie „szczurów” ludźmi, których nijak nie obchodzi to, czy ktoś w tyle nie zdycha, bo aktualnie dostał kolki, a inne zdrowotne niedyspozycje chcą go zmusić do jak najszybszego powrotu i rezygnacji z dalszej części eskapady. Otóż w przypadku wycieczki, na którą udałam się ostatnim razem… Moje postrzeganie ludzi zmieniło się i to na lepsze. Dlaczego? 

DSC02225

 

A no dlatego, że jednak są ludzie, których obchodzi to, że jest Ci naprawdę ciężko, źle się czujesz i najchętniej poczekałbyś na resztę na dole, zupełnie wymiękając już na samym początku wyprawy. A osobiście momentów takich, w których miałam zamiar odwrócić się na pięcie, było całkiem sporo. Bardzo dużo wręcz.

 

Odnosząc się do cytatu, który mogliście przeczytać na samym początku… Mam wrażenie, że właśnie gdyby nie to wsparcie ludzi, z którymi byłam, nie dałabym rady pokonać swoich słabości. Niestety taki ze mnie człowiek, który szybko się poddaje, kiedy czuje, że nie da rady czegoś wykonać. Może nie często mi się to zdarza, bo i nie często mam do czynienia z sytuacjami znacznie wykraczającymi poza moje siły i możliwości (bo ja raczej z tych, którzy lubią sobie wieść spokojne życie bez przeszkód i większych, życiowych zmian). Nawet jeśli moi „towarzysze” pomyśleli sobie, że jestem kondycyjnym dnem (mam nadzieję, że tak nie było, choć w pełni bym się wówczas z nimi zgodziła), nie dali tego po sobie poznać, tym samym robiąc wszystko, żebym jakoś na szczyt (jak na moje możliwości baaaardzo wysoki) dotarła.

Pewnie zastanawiacie się, dlaczego w ogóle o tym piszę, zamiast skupić się chociażby na zdjęciach i widokach, i miejscach, które widziałam podczas tejże wyprawy. Dla jasności (co by było również trochę o podróżowaniu.. Byliśmy w Bieszczadach, zdobyliśmy szczyt Tarnica, by następnego dnia  zobaczyć również na własne oczy Jezioro Solińskie). Mam nadzieję, że taka notka turystyczna Was satysfakcjonuje. 🙂

DSC02242DSC02375

 

Piszę o tym wszystkim, ponieważ chciałabym się z Wami podzielić moimi przemyśleniami i wiedzą, która pozwoliła mi nauczyć się postrzegać ludzi w zupełnie inny sposób. Co prawda miał to być pomysł na post kolejny, więc teraz skomentuję tylko odrobinkę. Słynę z tego, iż jestem niewyleczalną introwertyczką (tak wiem, zachęciłam Was do oczekiwania na post kolejny :D) stroniącą od ludzi. Zwłaszcza kiedy pech sypie mi piachem po oczach, jak miało to w przypadku tamtej górskiej wyprawy. Dlatego tym szczególniej niezwykle ważne było wsparcie, jakim mnie obdarzono. Nawet wówczas, gdy wstydziłam/ bałam/ czułam zażenowana (podkreślić właściwe) poprosić o pomoc. Taka wada introwertyka.. A przynajmniej mnie. Wolę uciekać od problemów (wiem, wiem… większość z Was teraz pomyśli sobie, że zdobycie górskiego szczytu nie jest żadnym problemem. Bo i pewnie nie jest.. W tamtym momencie dla mnie jednak było) aniżeli poprosić o pomoc.. Czy wykrztusić z siebie słowo.

„Myślę, że we wszelkich wyzwaniach przekraczających ludzką wyobraźnię nieodzowny staje się akt wielkiej wiary, który wrzuca człowieka na orbitę w innym wymiarze.

DSC02241Dzięki tym osobom właśnie nie poddałam się po 15 minutach wyprawy. Nie dałam wygrać swoim słabościom i brakiem wiary w swoje możliwości. Choć niejednokrotnie miałam ochotę usiąść na milionowym schodzie, na miliardowym kamieniu albo po prostu „rzucić” kolejnym stromym podejściem i zejść na dół albo po prostu poczekać na resztę… Weszłam na szczyt. Nie straciłam okazji zobaczenia tych cudownych widoków, które ukazywały się moim oczom po wejściu na samą górę. Nie straciłam możliwości obcowania z naturą. Ale za to wiele zyskałam. Odzyskałam wiarę DSC02291w ludzi, co pozwoliło mi myśleć, że jest wiele osób, które są skłonne do pomocy, a nie wepchnięcia ci „noża w plecy” przy najbliższej okazji. Co więcej zyskałam trochę wiary w siebie, aczkolwiek mogłoby jej być jeszcze więcej, ale nie ma co narzekać. Piszę o wierze w siebie, a znowu narzekam. Fajnie było w końcu poczuć się dumna… sama z siebie. I z tego co udało mi się dokonać. Wiem, że brzmi to wszystko strasznie patetycznie i wyniośle.. Ale kiedy człowiek boryka się sam ze sobą i swoimi słabościami… I kiedy udaje mu się z tymi słabościami wygrać, to to jest naprawdę super uczucie.. Nie sądzicie? 🙂 Absolutnie nie jest to wpis, w którym chciałabym się nad sobą użalać.. Co to to nie (no chyba, że w poście następnym :D). Post ten miał być tylko chęcią podzielenia się z Wami moją „lekcją” i tym co sama z niej wyniosłam.

Nie patrzcie w dół… ani do tyłu. Nie przejmujcie się swoimi słabościami albo przynajmniej nauczcie się z nimi walczyć. Tylko idąc przed siebie.. Dając z siebie jak najwięcej, jesteśmy w stanie coś w życiu osiągnąć. Kiedy za każdym razem spoglądamy do tyłu, boimy się iść dalej… Nie osiągniemy tego, o czym marzymy. A chyba każdy z nas woli oglądać piękne widoki i cieszyć się tym, co zyskał (niejednokrotnie) ciężką pracą i wytrwałością, niż poddawać się już na samym początku walki o swoje marzenia. Czyż nie? 🙂

Poza tym nie zamykajcie się w sobie. Wokół Was w tym dziwnym świecie, w którym ludzie zapatrzeni są we własne smartfony, są jeszcze tacy, którzy chcą dla nas jak najlepiej, którzy wyciągną do nas pomocną dłoń, kiedy upadniemy i stłuczemy sobie kolana o glebę. Wiem, że w moich „ustach” (introwertyczki niewyleczalnej) brzmi to bardzo sztucznie.. Ale sama nauczyłam się, że warto przyjąć pomoc od innych. Zostawiając Was na sam koniec z myślą, że dobro wraca.. Bądźcie również dobrzy dla innych. Nie odwracajcie się od innych, słabszych plecami patrząc jedynie na swoje dobro i swój interes. Nigdy nie wiecie, kiedy „karma wróci”. Więc lepiej chyba odpowiadać dobrem na dobro.. Mam rację? 🙂

DSC02361

Reklamy

8 Comments

  1. Oj, ja też dość często się poddaję, ale ostatnio staram się z tym walczyć. A góry kocham i nienawidzę jednocześnie 🙂 Jak już uda mi się zdobyć jakiś szczyt, to jestem zachwycona, ale ile przekleństw po drodze pada, to tylko ja i góry wiemy 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Nie zgadzam się! Protestuję! Już przy pierwszej lekcji. Nawet nie wiesz jak ja nie lubiłam chodzenia po górach na początku mojej przygody z nimi. Po pierwszych trekkingach w życiu, nie powiedziałabym, że kiedykolwiek mogę do gór zapałać miłością. W pewnym momencie zaczęłam chodzić dla towarzystwa, choć tego nie lubiłam. I tak się zaczęło. A więc, lekcja nr 1 – nigdy nie mów nigdy

    Polubione przez 1 osoba

  3. Góry potrafią zmienić nasze odczucia do codzienności i wzmocnić nas. Nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s