„My Słowianie wiemy jak…”

To miał być wpis o dorosłości. O konieczności usamodzielnienia się i… życia na własny rachunek. O tym jak ja.. kompletnie nieradząca sobie z podejmowaniem decyzji introwertyczka, niepotrafiąca wkroczyć w dorosłe życie, rezerwuję w bibliotece książki o Harrym Potterze i kupuję fasolki wszystkich smaków w Rossmannie.

100_3804.JPG

Otóż zmartwię Was. Nie będę główkować na temat swojej dorosłości i gdybać na temat swojej przyszłości, bo najzwyczajniej w świecie nie wiem, jak to ogarnąć. Będę pisać o swojej przeszłości. Będzie o super pięciu latach pełnych wzlotów i upadków… Pełnych „mizerii”, strachu, ale i radości. No i właściwie będzie w pewnym sensie o usamodzielnianiu się. Ale przede wszystkim będzie o studiach. O tym, jak wyglądała moja droga „na szczyt” do legendarnego i pełnoprawnego stwierdzenia jestę magistrę. A łatwo nie było. Będzie o tym, jak przypadkowy wybór kierunku… języka, zaowocował prawdziwą miłością. I bynajmniej nie do żadnego księcia z bajki. No chyba, że platonicznie. To już niejednokrotnie! 🙂

Schody zaczęły się już na początku. W głowie narastający mętlik co do wyboru studiów.. 19184071_1228899007238199_1104092438_nNastępnie języka kierunkowego. Zaczęło się od chęci studiowania czeskiego, przeszło na słowacki, przypadkiem przewinął się macedoński, zakończyło się na słoweńskim jako pierwszym kierunkowym i słowackim w pakiecie. Potem? Introwertyczkę wrzucono na głęboką wodę. Panika, strach i… październik. Początki pamiętam co prawda mgliście. Może to właśnie ze względu na panikę, jaka wypełniała mój mózg. Strach przed brakiem zaakceptowania, bo przecież w końcu się zbuntowałam i nie wybrałam tego samego kierunku co koleżanki, więc jakby sama sypnęłam sobie piachem po oczach. Moja introwertyczna dusza zaczęła studencką przygodę na czworakach. Z czasem okazało się, że nie jest tak źle i na spokojnie mogłam wstać z kolan. A potem?

A potem nadszedł rok drugi.. Z jednej strony przygoda życia, z drugiej po raz kolejny panika. Bo jak to… Przywykłam już do nowego środowiska, wypowiadanie się na forum już mnie tak nie bolało, a tymczasem samej (z własnej, nieprzymuszonej woli) zachciało mi się wyjechać do obcego kraju. Na semestr. Z kulejącą znajomością języka. Zdana sama na siebie i na najbliższych znajomych, którzy też podjęli to ryzyko i pojechali na Erazmusa ze mną. No ale pojechałam… Słowenia pamiętam przyjęła nas taką sobie pogodą, ale ja miałam to gdzieś. Chciałam wracać do domu. Najbliższym autobusem. I to nic, że wiązałoby się to z koniecznością zwrotu pieniędzy. Ale jak się łatwo domyślić zostałam. I nie żałuję. Zdaję sobie sprawę, że nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej… co się namarudziłam, natęskniłam… i mogłabym tak bez końca. A bo za gorąco, a bo za deszczowo, a to uczyć się trzeba, a to… żyć trzeba. Ale mimo tego muszę przyznać, że było super. Mimo że czasami bardziej pod górkę. Ale co tam.. Słowenia pochłonęła mnie w całości, więc… Liczę, że tam wrócę na chwilę. Ktoś coś? Może już niechętnie przyjmę kilogramy, które przybyły mi podczas pobytu w Słowenii, ale jeszcze raz z przyjemnością przeżyję słoweńską przygodę.

100_3776

Potem.. Zorganizowane na uczelni przedsięwzięcia, goście ze Słowenii, Słowacji… Co raz mniej nas było, a zarazem miałam wrażenie, że była to niebywała okazja do nabycia prawdziwych przyjaźni.. Mam nadzieję, że na długo. A potem licencjat… Obrona. Strach.. Ale przeszło. Przeżyłam. Mogłam się chwalić, że mam licencjata. Ale przecież było mi mało. Magistrem mi się być zachciało. Dzięki temu miałam możliwość realizacji się w kontekście mojego drugiego języka kierunkowego – słowackiego. Tym razem bardzo przyjemnie. Bliżej.. W większej grupie. Z przyjaciółmi.. A właściwie przyjaciółkami. Czegóż chcieć więcej? Pouczyłam się, pozwiedzałam, potańczyłam, pośpiewałam, pojadłam..  Wydoroślałam. I ostatecznie, po powrocie do domu, zatęskniłam.

100_6283

Muszę przyznać, że te pięć lat zleciało strasznie szybko. Pamiętam pierwszy dzień na uczelni i związany z tym faktem stres. Teraz stresowałam się… kończąc studia. Co dały mi te studia? Z pewnością możliwość studiowania języków. Gdyby ktoś zapytał mnie, czy żałuję, że wybrałam taki kierunek studiów, odpowiedziałabym… Że nie wiem. Z biegiem czasu myślę sobie, że mogłam wybrać inaczej. Inny kierunek, inna uczelnia, sama nie wiem co jeszcze. Z drugiej jednak strony nie żałuję zupełnie. Poznałam fantastyczne osoby, których nie poznałabym studiując co innego. Miałam możliwość uczestnictwa w wielu interesujących wydarzeniach, a tym samym zetknięcia się z kulturą krajów, których języki studiuję. I choć wtedy nie wydawało mi się to takie super, teraz wydaje mi się, że było to bardzo fajne przeżycie. No i… Studiowanie zagranicą. Oczywiście studiując co innego również mogłabym studiować zagranicą, ale wydaje mi się, że Słowenia i Słowacja mają w sobie to coś, co mnie urzekło.  Studia te oraz wyjazdy zagraniczne dały mi również możliwość spełnienia marzeń, spotkania moich siatkarskich idoli i zrobienia sobie z nimi zdjęcia, ale również marzeń związanych z odwiedzeniem miejsc, o których zobaczeniu nawet mi się nie śniło. Ponadto studia te to możliwość podróżowania nie tylko po krajach docelowych, ale również poza ich granice. Chociaż też zdaję sobie sprawę, że w tej kwestii nie wycisnęłam tej „gąbki” maksymalnie, to i tak muszę stwierdzić, że było to przeżycie bardzo pozytywne. No bo jak inaczej zobaczyłabym taką Wenecję, która przywitała mnie wodą…. zewsząd.. Na dole i na górze.. Z boku i z gradobicia.

100_3862

Jak już wspomniałam… Studia to przede wszystkim ludzie. Nie wiem na ile znajomości te przetrwają… mam jednak nadzieję, że zdobyte na studiach przyjaźnie pozostaną. A teraz? Teraz.. siedzę przed laptopem pisząc tego posta i zastanawiam się co dalej. Wkraczam w dorosłe życie… Prawdziwe. Bez kilkumiesięcznych wakacji, lenistwa, konieczności uczenia od czasu do czasu. I wiecie co? Narzekanie na naukę, pisanie prac aż tak mnie nie przygnębiały, jak wzięcie się za swoje życie na poważnie. Nieumiejętność podejmowania decyzji wcale mi w tym nie pomaga. Czasami mam wrażenie, że w dalszym ciągu jestem na etapie decydowania o tym, którą książkę chciałabym sobie przeczytać, a nie o tym, gdzie chciałabym pracować, mieszkać i jaki kształt nadać swojemu życiu. To, co na studiach wydawało mi się skomplikowane, teraz wydaje mi się bułką z masłem w porównaniu z tym co mnie czeka. Nie ma co gdybać, ostatecznie miałam nie myśleć o przyszłości.. Przynajmniej przez te kilka najbliższych dni, które przeznaczyłam na odpoczynek. Co będzie dalej? Zobaczymy.

100_4852

Reklamy

12 Comments

  1. Slawistyka to stan umysłu, nigdzie nie jest tak miło jak u nas! 😀
    Jaka dorosłość, ja dla odmiany oglądam Harry Pottery, czytam młodzieżówki i opycham się żelkami. I od czasu do czasu się zlęknę, że to już, zaraz trzeba być poważnym i żadnej pracy się nie bać. A z drugiej strony nie mogę się już tego doczekać, bo to oznacza przecież też miłe rzeczy.

    Polubienie

    1. No ja niebawem pójdę w Twoje ślady, tylko nie wiem czy najpierw pisać, czy czytać Harrego 😀 a co do tego bycia poważnym, no prawda… Też może być fajne, człowiek staje się samodzielny, niezależny i… może robić (prawie) wszystko, co chce 😀

      Polubienie

    1. taki niestety los introwertyczki, że ciągle musi walczyć ze strachem 🙂 a co do samej slawistyki… Fakt, kierunek wydaje się być interesujący… Przynajmniej też mi się tak wydawało na początku. 🙂

      Polubienie

  2. Faktycznie dużo się działo przez te Twoje 5 lat studiów. Jednak zarówno te lepsze i gorsze chwile są dla nas nauką. Najważniejsze, jakkolwiek nie zabrzmi to banalnie, wyciągnąć z tego wnioski 🙂 Powodzenia zatem w życiu po-studiowym 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s