Cienka linia między…

„prawdziwym” zaufaniem a „głupią” naiwnością.

Czyli post o tym, jak nie przekroczyć tej cieniutkiej granicy między prawdą.. prawdziwą… najprawdziwszą (masło maślane, wiem) a fałszem, którym karmią nas dosłownie wszędzie. Czyli jak nie ulec wciskanemu nam kitowi?

ice-1160261_1280

Kłamstwo. Zjawisko nie jest dla większości z nas obce. Już małe dzieci wymyślają historyjki, które niekoniecznie pokrywają się z prawdą, a wszystko po to, by uniknąć kary. I jak słodkie i wiarygodne by te historie nie były… To również są kłamstwem. Dlaczego zatem kłamiemy? Jednocześnie zdając sobie sprawę, że „wciskanie komuś kitu” prędzej czy później i tak wyjdzie na jaw. Nie łatwiej jest od razu przyznać się, powiedzieć prawdę, aniżeli brnąć w kłamstwo, nawet jeśli wydaje nam się, że tak jest dla wszystkich lepiej?

Czy kłamstwo albo po prostu rozmijanie się z prawdą są naprawdę wszędzie? Gdzie jest ta granica, która dzieli nas ślepej naiwności, kiedy wyłączamy logiczne myślenie, bo przecież ktoś nie może nas oszukać? Bo przecież pani w sklepie odzieżowym naprawdę myśli, że w zbyt małych o dwa rozmiary spodniach wyglądamy super (i wcale nie chce na nas zarobić), a tatar zrobiony w restauracji naprawdę jest ze świeżego (dopiero co przywiezionego) mięsa (bo przecież nie chcemy zarobić na kliencie sprzedając mu niekoniecznie dzisiejsze mięso w niekoniecznie realnej cenie). No i przecież nie zdradzamy się w związkach, tylko naprawdę pracujemy do późna, a te perfumy niekoniecznie damskie/męskie (niepotrzebne skreślić), to koleżanki/ kolegi z pracy, z którą/którym robiliśmy projekt, przebywaliśmy w tym samym pomieszczeniu… Zapach przeszedł. No nie!!

nose-156596_1280

Po co zatem kłamiemy? No dobrze… Chcemy uniknąć konsekwencji, które często wywołują w nas taki strach, że sama myśl o powiedzeniu prawdy i/lub przyznaniu się do winy wywołuje w nas dreszcze. O ile łatwiej powiedzieć, że nic złego nie zrobiliśmy (może akurat wina spadnie na kogoś innego?). Ale po co? Oczywiście rozumiem, że gdybyśmy wszyscy byli do bólu szczerzy, to również nie byłoby przyjemnie (czasami o wiele przyjemniej jest nam usłyszeć, że wyglądamy dzisiaj całkiem w porządku… no może wyglądamy na trochę zmęczoną, ale generalnie w porządku aniżeli dowiedzieć się/ usłyszeć coś w stylu ale ty strasznie dziś wyglądasz/ w lustrze się widziałeś? albo co ty za głupoty opowiadasz, weź bądź cicho. No oczywiście, że wolimy usłyszeć drobne kłamstewko. Nawet kosztem tego, że Ci, którzy nas komplementują, później obrabiają nam za przeproszeniem tyłki, chichrając się, że nie jesteśmy tak do końca tylko zmęczone (to tak jak w tym kawale/ sucharze, który słyszałam ostatnio – dlaczego kobieta się maluje? Bo jest brzydka.) Mniej więcej tak widzę nieszczere kłamstewka. Chociaż w moim przypadku do wprowadzenia zmian w moim życiu skłoniła mnie właśnie prawda, a nie zamydlanie oczu komentarzami typu Ty chyba jeszcze grubej osoby nie widziałaś, nie jesteś gruba. Nie dajmy się zwariować. Wierzmy przede wszystkim w siebie, własne możliwości… Bo jeśli zaufamy sobie samej, to zaufanie innym już nie będzie wielkim problemem. No chyba, że ktoś nas zrani… Wtedy zaufanie jest odbudować bardzo trudno. Ale da się! 😉

Jak zatem nie zgubić się w świecie pełnym kłamstw? Co zrobić, żeby nas nie okłamywano? Nie ma chyba idealnej odpowiedzi na to pytanie. Nie ma również rozsądnego wyjścia… W sytuacjach, w których można zaufać (w związku, przyjaźni… czy pani w sklepie, której bądź co bądź zaufać wypada) to trzeba to po prostu zrobić, bo na zaufaniu oparta jest większość relacji: związek – bo przecież najgorsze (albo jedne z gorszych rzeczy) co może być, to nie ufać swojej drugiej połowie, śledzić na każdym kroku, doszukiwać się jakichś „osób trzecich” (wiem… czasem jest to silniejsze od nas, ale jednocześnie nas taka podejrzliwość od środka „niszczy”), przyjaciółce, która komplementuje cię tak bardzo, że od tej ilości komplementów tylko można obrosnąć w pióra i latać… Nie wpadajmy więc w panikę i nie szukajmy dziury w całym. Ale…

Ale z drugiej strony włączmy również logiczne myślenie (albo chociaż jego odrobinkę). Nawiązując do poprzedniego akapitu… Nie oznacza to, że macie nie wierzyć przyjaciółce, bo ta „kłamie” (a przecież przyjaciółka to przyjaciółka – jedna z ważniejszych osób w życiu). Według mnie jednak naprawdę istnieje niewielka granica między prawdziwym zaufaniem a bezmyślnością i naiwnością. Kiedy wydaje nam się coś już tak nieprawdopodobne, że aż śmieszne… Nie brnijmy w to. Nie mam tu na myśli jakichś… „błahostek”. Ale nie dajmy się zwariować. Jeżeli ktoś najpierw się na nas wyżywa psychicznie i fizycznie chociażby (nie, nie piszę tego z własnej autopsji :)), a później mówi nam jak nas bardzo kocha, ale jest po prostu zestresowany… Albo ktoś nas zdradza, a później mówi, że dla niego/ niej nic to nie znaczyło… No to coś chyba nie do końca gra. Czy się mylę??

Nie dajmy się zwariować. 🙂 Ufajmy, kochajmy, szanujmy się, ale przede wszystkim myślmy! Nie dajmy sobie zamydlić oczu kłamstwem, ale z drugiej strony nie przeszukujmy internetów w poszukiwaniu dowodów winy drugiej osoby (której w rzeczywistości nie ma… winy w sensie :)) Umiar potrzebny jest zawsze i wszędzie. A zatem… Ufajmy sobie. I nie wciskajmy innym kitu! 🙂

Reklamy

10 Comments

  1. Oj tak, kłamstwo na każdym kroku! Dramat! Ja mam na nie uczulenie, a osobiście po prostu nie umiem kłamać 😀 u mnie działa to w drugą stronę – czasami mówię za dużo i zbyt szczerze 😉

    Polubienie

    1. No tak.. Prawda zawsze jest lepsza, nawet jeśli nie jest zbyt przyjemna… Ale po co mówić prawdę, skoro kłamstw jest „wygodniejsze” 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s